Początki są zawsze najtrudniejsze.
To moja pierwsza taka historia i pierwszy taki blog, więc proszę nie zjedzcie mnie żywcem, za powtórzenia, braki przecinków, czy inne cudowne błędy.
***
To nie jest sprawiedliwe. To nigdy nie było i nie będzie sprawiedliwe. Co ona tu w ogóle robi? Przecież to samobójstwo. Musi się stąd wydostac. Huk wystrzału zagłuszył myśli.
Pięknie. Poczuła jak coś uderza ją w bok z taką siłą, że aż pociemniało jej przed oczami. Walnęła w ścianę i na moment straciła rezon.
Posypała się kolejna porcja gruzu z ciężkich ścian, wielkiego budynku, który powoli, przestawał przypominac cokolwiek. Ruina, tak to odpowiednie słowo. A było tu tak pięknie! Wciągnęła gwałtownie powietrze, coś ją przygniatało. Poczuła palący ból w boku. Krew! O nie nie nie..z nowo powstałej rany gwałtownie lała się posoka. Kurwa, tyle alternatyw, jak umrzec, a ona wykrwawi się na śmierc, w jakiejs podrzędnej wsi, próbiując ratowac cywili. Świetnie. Co ona sobie w ogóle myślała. Przeklęta idiotka. W oczach zebrały się łzy. Flustracja,strach i bezsilnośc powoli wkradły się do wnętrza bezradnej dziewczyny i zaczynały pożerac od środka. Gwałtownie potrząsnęła głową, nie może sobie pozwolic na porażkę!Jest silna, poradzi sobie. Musi...
Siedziała oparta o ledwie trzymająca się ceglaną ścianę, ktora wibrowała niebezpiecznie przy każdym kolejnym wybuchu. W co ona się wpakowała... Spojrzała w dół. Przygniatał ją kawał metalu, do którego przyklejony był jakiś tynk. Normalnego człowieka, taki ciężar powinien zabic, ba, normalny człowiek nie powinien już życ. Ale nie ona. Ona to inna bajka.
Była słaba, wyczerpana ale nie na tyle, żeby nie dac rady zrzucic z siebie betonu i kawału żelastwa... Mimo wszystko poczuła wszechogarniający ból. Zacisnęła powieki. No cóż, trzeba sobie radzic, każdy wojownik o tym wie. Zwaliła z siebie ten irytujący ciężar.
Syknęła czując, jak przy gwałtownym podniesieniu. z rany wypływa coraz więcej krwi. Bolało. Na bogów,cholernie bolało.
Rozejrzała się dookoła.
Przerażeni ludzie uciekali na oślep, nie zwracając uwagi na czyhające za rogiem niebezpieczeństwo. Mała dziewczynka którą matka trzymała na rękach, uciekając w popłochu przed zagrożeniem, bardzo głośno płakała. Jej małe loczki podskakiwały przy szybkich ruchasz rodzicielki. Nagle czas jakby się zatrzymał. Katarina spojrzała małej w oczy, były piękne, takie niebieskie, jak najczystsze niebo w środku lata. Przypominały jej czyjeś oczy, tak samo niebieskie, a może i bardziej. Boże jak bardzo chciała by, żeby teraz tu był. Wiedziałby co robic.
Przyjrzała się ślicznotce uważniej, jej mała zapłakana buzia, o ślicznym pucołowatych policzkach
miała niezdrowe rumience. Małe paluszki przyłożyła do czerwonych od płaczu usteczek, żeby przygryźc je bezradnie.W normalnych okolicznościach, powiedziała by, że dziewczynka jest urocza. Mała kokardka w jej włosach, zwisała posępnie trzymając się resztką sił.
Nagle wszystko przyspieszyło. Usłyszała następny huk. Już nie było dziewczynki, tylko mnóstwo krwi...wzędzie krew
Na twarzy kobiety malował sie szok, powoli upadała za swoją córką chyba nie zdając sobie sprawy, że nie posiada już połowy swojego ciała.
. Katarina zacisnęła zęby, żeby nie wrzasnąc i przykryła twarz rękoma. odrzut powietrza wbił ją w podłoze, poczuła jak obrywa czymś, co było wilgotne i lepkie. Na prawdę, nie chciała patrzec w dół. Musiała wziąc się w garsc. Musiała, nie miała wyjścia, jeśli chce przeżyc. A życ musiała, nie zginie teraz, nie w ten sposób.
Wstała powoli, na drżących nogach przesunęła się o kilka kroków wzdłuż ściany. W jej głowie szalały myśli. Musi się pozbierac. Wszystko ją bolało. Jej oczy rozbłysły niezdrowo...Nic nie mogła zrobic, żeby pomóc tym ludziom.. Pieprzone potwory. Było ich zbyt wiele...
Na ziemi leżały setki oszpeconych i pozbawionych konczyn ciał. Kiedy przyszła, o wiele więcej z nich żyło. . A minęła zaledwie godzina
A może więcej? Straciła rachubę. I niestety na jej nieszczęście to nie jedyna rzecz, którą zgubiła. Przecież nie przyszła tu sama. Jeżeli ich nie znajdzie, a znajdą ją wrogowie... wolała nie myślec co będzie później.Trafi do czystego piekła.Gdzie do cholery są te zakichane posiłki? Przecież mieli tu przybyc, jak tylko rozprawią się z pożarem w Katos, prawda? Prawda do cholery?
Nie powinno jej tutaj w ogóle byc. Jeżeli jakimś cudem przeżyje nie ginąc, na miejscu, albo w inny paskudny sposob to w domu, śmierc nie będzie tak krótka i bezbolesna. Pzecież ojciec ją wypatroszy, przestrzeli i rzuci piekielnym psom na pożarcie. Nie posłuchała rozkazu. Kolejne uderzenie. Poczuła jak ziemia pod jej stopami zatrzęsła się niebezpiecznie. Ledwo co stanęła na nogi, a one już się pod nią ugieły.Spojrzała przed siebie, może uda jej się dobiec do tego magazynu?A raczej, do jtego co z niego zostało. Gorzej już nie będzie. Musi to przezyc. Musi, musi, musi!
Przymknęła oczy z trudem łapiąc oddech. Poranione udo piekło niemiłosiernie, a z jej boku spływało coraz więcej krwi. Jakoś nie potrafiła myślec pozytywnie...Jest świetnym wojownikiem i dobrym magiem, ale nawet ona sobie nie poradzi z setką oblężających miasteczko i uzbrojonych po zęby orków. Poza tym.... były jeszcze harpie.
Przymknęła oczy i odetchnęła głęboko, musi się stąd wydostac... i schowac. . Co ona sobie w ogóle myślała? że wparuje w tłum uzbrojonych potworów, sama jedna i wyjdzie z tego cało?Ha. Zabawne. Zupełnie jak jej świętej pamięci mamuśka. Pieprzone altruistki.
Miała pomóc, a jak na razie rozjuszyła i napaliła, te piekielne stwory. Dobrze wiedziały kim jest.
Dziesiąty już chyba wystrzał wstrząsnął budynkiem. Ledwo trzymająca się resztka sufitu niebezpiecznie zadrgała nad jej głową. Mięśnie do granic napięte zaczynały odmawiac posłuszenstwa. Zdecydowała się w mgnieniu oka, to było szybkie. W jednej chwili zaczęła biec, mając w głębokim poważaniu ból, który towarzyszył na powrót otwierającym się ranom.
Zza pasu, który oplatał ją w talii,wyciągnęła malenkie zatrute sztylety. Widziała ich, zwrócili na nią uwagę, nie minie kilka sekund, a jeżeli ją rozpoznają zaczną gonic, jeśli nie.... jej mózg wyląduje na ścianie na przeciwko. Pod nosem wymówiła zaklęcie i zawirowała szybko wokół własnej osi, posyłając w stronę wrogów setki ostrych narzędzi. Padli! Wszyscy! Udało jej się, przynajmniej na razie! Miała ochotę się roześmiac, ale na początek musi dobiec do tego budynku, a poźniej poszukac reszty.
O cholera! Poczuła jak coś rośnie jej w żełądku, zamigotało jej przed oczami, miała wrażenie, jakby jej wnętrzności przekłuwało tysiące igieł. Upadła na kolana dławiąc się własną krwią. Poczuła ból w skroniach
O nie... nie! Powoli traciła oddech. Z rany na boku obficie tryskała krew.Cholera, nie może umrzec, nie teraz, nie tutaj. W jej oczach coś błysnęło, chciała wstac, jednak ból był silniejszy. Miała wrażenie, że się pali. W następnej chwili poczuła, że traci świadomośc, chciała z tym walczyc, ale nie miała już sił.
Nastąpiła ciemnośc.
Cześć. Wpadłam na twojego bloga przez przypadek - przeglądałam komentarze u miszu i zobaczyłam ciebie, więc weszłam również na bloga. Bardzo spodobał mi się ten ... pierwszy rozdział? Ładnie opisałaś sceny walki i chociaż nie jestem fanką fantasy, to z chęcią przeczytałabym następne części. Masz zamiar jeszcze pisać, czy już dawno zrezygnowałaś? Mam nadzieję, że może zachęcę cię do napisania kontynuacji tym komentarzem. Błędy są nieliczne a styl jest przyjemny, więc nie mogę robić nic innego jak czekać, czy udzielisz mi jeszcze odpowiedzi lub naiszesz rozdzialik.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam n_n
Prawda jest taka, że dopiero niedawno przypomniałam sobie, że "o, ja tu wstawiłam takie coś". Nie wiem, czy będę to kontynuować. Mogę się postarać, ale nic nie obiecuje. Jak juz kiedyś napisałam, jestem leniem, a na to zabrakło mi chęci i motywacji. Dziękuję za komentarz :)
Usuń